sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 1

A więc tak: Bałam się jak diabli...
- Kochanie, uśmiechnij się - szepnęła mi mama przed progiem liceum.
- Mamo, ja naprawdę nie mogę się śmiać, gdy jestem zdenerwowana...
- Oj, nie masz czego się bać - westchnęła radośnie mama i weszła do budynku ciągnąc mnie za sobą. Na szczęście było wyjątkowo wcześnie i nikogo nie było i nikt nie widział mnie z mamą. Kiedy załatwiłyśmy formalności z powrotem wróciłyśmy przed szkołę.
- Cóż, ja już muszę jechać Ali... Ciocia Agatha  dzwoniła do mnie, że będzie mogła przyjechać dopiero za miesiąc, więc do tego czasu musisz radzić sobie sama. Poradzisz sobie, wiem to... - powiedziała do mnie, trochę mniej radosnym tonem. Gdy tylko podjechała długa limuzyna, mama wsiadła do niej. Pomachałam jej na pożegnanie. Bałam się, że jak coś powiem to się rozpłaczę... Długi samochód ruszył z piskiem opon przed siebie, aż poderwał się kurz z ulicy. Westchnęłam ciężko i powlokłam się w stronę liceum..
Kiedy siedziałam przed sala lekcyjną oczekując dzwonka, gdy nagle zaczepił mnie jakiś blondyn.
- Emm... Witaj, ty jesteś... Alice Reain, tak? -  spytał spoglądając nerwowo w papiery, które trzymał w rękach.
- No, tak to ja
- Ach, tak myślałem! Jestem Nataniel, główny gospodarz. Dyrektorka zauważyła pewną nieprawidłowość w twoim zgłoszeniu...
- Jak to? - zdziwiłam się. Jeszcze przed chwilą Dyrka uśmiechała się promiennie do mojej mamy, a teraz ma do mnie jakieś pretensje?
- W twoich dokumentach brak zdjęcia. To niby nic ważnego, ale bez niego nie możemy ci wyrobić legitymacji, a bez legitymacji nie możesz chodzić na zajęcia.
- Legitymacji? - powtórzyłam zdziwiona.
- Tka, każdy uczeń ją ma - powiedział główny gospodarz. Sięgną do kieszeni i wyciągną mały kartonik. W lewym górnym rogu widać było złociste blond włosy i miodowe oczy. Przyjrzałam się uważniej legitymacji.
- Chodzisz ze mną do klasy? - zdziwiła się. Nataniel uśmiechnął się przyjaźnie.
- Owszem, ale radzę ci się pośpieszyć z tym zdjęciem, bo za pół godziny zaczynają się lekcje - zauważył. Wzięłam szybko torbę i wyszłam przed szkołę. Nie znałam zbyt dobrze tego miasta i nie miałam zielonego pojęcia gdzie mogę szukać fotografa, ale byłam zbyt zajęta rozmyślaniem o głównym gospodarzu. Był uprzejmy, miły, pomocny i te jego miodowe oczy... Naglę wpadłam na kogoś.
- Ej! - warknął czerwonowłosy chłopak.Miał na sobie krótką kurtkę w kolorze czarnym z wysokim kołnierzem i  czarne jeansy. Pod kurtką miał czerwony T-shirt. Jego ciemno brązowe oczy patrzyły na mnie z pogardą.
- Od razu widać, że nowa....
- Co sugerujesz? - fuknęłam.
- Że nie wiesz komu nie wchodzić w drogę... - odparł znudzony tą konwersacją.
- Zawsze jesteś taki miły dla wszystkich? - spytałam z przekąsem
- Nie, tylko dla nowych, które zachowują się jakby pożary wszystkie rozumy...
- Świetnie... Miło mi poznać... - jęknęłam, co wywołało u czerwonowłosego złośliwy uśmieszek.
- Tak w ogóle jestem Kastiel.
- Ja jestem Alice. Wiesz może gdzie szukać fotografa? - spytałam. Między nami, nie spodziewałam się odpowiedzi, tylko chciałam się go pozbyć.
- Fotografa? - powtórzył po mnie z rozbawieniem - jak zwykle, nasz kochany gospodarz wysyła nowych na poszukiwania fotografa. To robi się monotonne...
- Nie pytałam się o to co sądzisz o gospodarzu, tylko gdzie znajdę fotografa - powiedziałam i odwróciłam się na pięcie.
- Prosto, a na skrzyżowaniu w prawo... - powiedział w końcu Kastiel wyciągając paczkę papierosów z kieszeni. Bąknęłam tylko 'dzięki' i poszłam w stronę miasta.
Czyż Kastiel nie jest milutki? No dobra nie uskarżam się, ostatecznie powiedział w którą stronę mam iść. To i tak więcej niż się mogła po nim spodziewać.
I tak moja orientacja w terenie dała mi się zgubić w nieznany mieście. Nie wiem czy kiedykolwiek trafiłabym z powrotem do liceum, gdyby nie mój stary doby przyjaciel.
- ALICE!? - Krzykną ktoś za mną. Od razu poznałam ten głos. To mój przyjaciel od... narodzin? Załam go od zawsze. Ale co on robił tutaj?
- Ken? Co ty tu robisz? - spytałam okularnika. Ubrany był prawie jak zawsze w zielony sweterek. Jego okulary zsunęły się na sam czubek nosa, ale to mu zupełnie nie przeszkadzało.
- Kiedy usłyszałem, że się przenosisz wraz z rodziną też się przeprowadziliśmy. Zastanawiałem się do jakiego liceum pójdziesz, więc wybrałem to czego nikt by się nie spodziewał, czyli Amorisa - wyjaśnił roześmiany. No, tak... Ken przynajmniej wiedział, gdzie mogę znaleźć fotografa. W sumie, to ciesze się, że go spotkałam. Kiedy dość często zmieniała szkoły, Ken zawsze był ze mną... Znałam każdy szczegół z jego życia, a on z mojego...
Dzięki jego pomocy wróciłam do liceum z przeświadczeniem, że świat nie jest taki zły. Niestety nie potrwało to długo, bo przed szkołą jakaś dziewczyna wpadła na mnie z impetem. Rozległ się tylko krzyk i owocowy koktajl rozbryzgał się na dziedzińcu.
- Aaa! Idiotka! Co zrobiłaś z moją bluzką!? - wrzasnęła na mnie blondyna, a dwie dziewczyny zaczęły wycierać plamę na jej topie.

Za parę dni będzie następny rozdział
Alice

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz