niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 2

Nikt nie zwrócił uwagi na fakt, że moja koszula, też nie była w najlepszym stanie.
- Nie nazywaj tak Alice! - krzyknął wojowniczo Ken. Dziewczyna tylko zachichotała.
- To twój chłopak? - zapytała śmiejąc się pogardliwie.
- NIE! Absolutnie! To mój przyjaciel. Bardzo cię przepraszam za tą plamę... eee...
- Amber. Zapamiętaj to imię. Od tera jestem twoim koszmarem - warknęła i pokazał świcie, że odchodzą. Przechodząc popchnęły Kena tak mocno, że upadł w sam środek kałuży koktajlu.
- Ech, Ken może idź do domu się przebrać... - zaproponowałam pomagając mu wstać. Gdy ustawił się do pionu zauważyłam łzy w jego oczach. Pobiegł w stronę miasta nawet bez słowa pożegnania. T było dziwne. Ken zawsze był trochę dziecinny, ale żeby płakać? Nagle usłyszałam chichot dobiegający zza krzaków, a chwilę później wylazł z nich Kastiel zanoszący się śmiechem.
- Rany, ale bachor! Ja nie mogę...
- Przestań! To nie jest zabawne! - fuknęłam na niego, ale chłopak nie przestał pokładać się z śmiechu.
- Wręcz przeciwnie, to jest BARDZO zabawne! Hahaha.... No nie mogę przestać się śmiać... - jęknął. Byłam bliska wybuchu, ale nic nie powiedziałam.
- Spadam stąd - mruknęłam i już chciałam iść do budynku, gdy czerwonowłosy zawołał mnie:
- Chyba nie masz zamiaru iść na lekcje w uświnionej koszuli, co nie? - zauważył.
- Cholera... Może zdążę wrócić do domu...
- Nie zdążysz. Lekcje zaczynają się za 5 minut, a nawet mi nie wypada się spóźnić na lekcję pierwszego dnia szkoły - powiedział obojętnie. Spiorunowałam go wzrokiem.
- To co mam zrobić? - spytałam wyzywająco. Kastiel przewrócił oczami, złapał mnie z nadgarstek i zaczął ciągnąć na hale sportową.
- Co ty...
-Masz wyjątkowego farta.Właśnie włożyłem do szafki w szatni świeży T-shirt, jakby się coś stało... Pożyczę ci go, aby Amber nie pomyślała sobie, że ci dopiekła - powiedział wchodząc na hale. Gdy wzeszliśmy do szatni Kastiel w końcu puścił mój nadgarstek.
- Mógłbyś być nieco delikatniejszy - mruknęłam rozmasowując sobie rękę.
- Ależ ja jestem bardzo delikatny! - zaprzeczył chłopak grzebiąc w swojej szafce.
- I do tego taki zabawny... - burknęłam, ale od razu tego pożałowałam, bo dostałam koszulką w twarz.
Przebierz się szybko, a ja poczekam na hali... - powiedział oschle. Chyba trochę go wtedy wkurzyłam.
Dużo dla mnie zrobił, ale nadal byłam na niego zła z to jak się zachował w stosunku do Kena...
Przyjrzałam się T-shirtowi od Kastiela. On miał podobny, ale bez obrazku czaszki z różą i skrzydłami. Coś mi przypominało to logo, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć co takiego... Nie zastanawiając się nad tym zbytnio włożyłam na siebie czerwoną koszulkę i wyszłam na hale. Kastiel opierał się o ścianę obok drzwi.Kiedy Kastiel usłyszał, że wyszłam zlustrował mnie wzrokiem i zmarszczył brwi.
- Twoje niebieskie włosy nie pasują do mojej koszulki - zauważył.
- Nie że coś, ale twoja koszulka jest kapkę na mnie zadurza...
- No coś ty? - mruknął.
- A wiesz, logo na tej koszulce coś mi przypomina...
- Ach tak? A co takiego? - zapytał pogardliwie. Zastanowiłam się przez moment i ... olśnienie!
- Wiem! To logo zespołu Winged Skull, znanej grupy rockowej! - powiedziałam triumfalnie.
- Znasz tą grupę, nowa? - zdziwił się czerwonowłosy. Kastiel sam się prosił, nazywając mnie 'nowa'.
- Ta NOWA ma imię. Brzmi ono Alice - warknęłam i ruszyłam w stronę wyjścia - jeszcze raz dzięki za koszulkę, jutro ci oddam - burknęłam wychodząc z hali.
- Ej, no weź. Nawet nie zdążyłem się z tobą podroczyć - zauważył idą z mną.
- To może lepiej... - fuknęłam.
- Nawet nie wiesz, gdzie są lekcje - stwierdził. Tak to był doby powód, żeby jeszcze z nim pogadać.
- A powiesz mi gdzie są lekcje jeśli cię o to poproszę? - spytałam.
- Może... - mruknął uśmiechając się dziwnie.
- Alice! - rozległ się głos, a na dziedziniec wszedł Nataniel. Kastiel zwęził groźnie oczy.
- Zaszczycił nas gospodarz... - warknął pod nosem. Oboje zmierzyli się wzrokiem, jakby mieli zamiar się na siebie rzucić. A może mieli zamiar się na siebie rzucić? W końcu gospodarz zwrócił się do mnie.
- Dlaczego nie jesteś w szkole, tylko z NIM? - spytał ruchem głowy wskazując na Kastiela. Czerwonowłosy chyba uznał to za zaproszenie do rozmowy.
- A może spytasz najpierw nową, jak poszło pierwsze spotkanie z Amber? - powiedział z taką ilością jadu, że aż mnie dreszcz przeszedł. Gospodarz wydawał się co najmniej zażenowany.
- Co zrobiła? - westchnął
- Ona... Znęcała się nad moim przyjacielem...
- K-Kenem... tak? - spytał niepewnie. Gdy tylko przytaknęłam głową Nataniel ukrył twarz w dłoniach.
- Jego rodzice dzwonili przed chwilą... Wypisują go ze szkoły... - jękną. Kastiel tylko prychał pogardliwie.
- Choć. Niech nasz gospodarz zrobi ci tą głupią legitymacje, a my pójdziemy na lekcje... - powiedział znów łapiąc mnie za nadgarstek. Tym razem się jednak wyrwałam.
- Sorry, ale wole pójść na lekcje z Natanielem. NOWA ma swoje zdanie - warknęłam. Kastiel wyglądał jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale rozmyślił się. Odszedł w stronę budynku mrucząc pod nosem niewyraźnie. Nataniel uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Od początku wiedziałem, że zostaniemy przyjaciółmi! - stwierdził. Wspólnie poszliśmy do sekretariatu wyrobić moją legitymacje. Było już trochę po dzwonku, kiedy wraz z gospodarzem stanieliśmy pod salą A.
- Odrobinę się spóźniliśmy, ale mamy usprawiedliwienie, więc nic się nie stało... - tłumaczył, gdy spostrzegł, że jestem blada jak ściana.
- Co ci jest? - spytał.
- Ja... Trochę się b-boję... - wyznałam. Nataniel spojrzał na mnie ze współczuciem.
- Nie ma czego - zapewnił i otworzył drzwi. Weszliśmy do klasy. W pojedynczych ławkach siedziało jedenaście osób. Mało jak na klasę. Czułam na sobie spojrzenia wszystkich. Źle się czułam. Ledwie stałam na nogach. Bałam się ich wszystkich.
- Dzień dobry. Bardzo przepraszamy za spóźnienie, ale pomagałem Alice w wyrobieniu legitymacji - powiedział pewnie Nataniel . Jego jedwabisty głos dodał mi pewności siebie.
- Witam jestem Alice Reain. Dopiero co się zapisałam... - przedstawiłam się. Usłyszałam pogardliwe parsknięcie, które mogło należeć tylko i wyłącznie od czerwonowłosego buntownika.  To rzecz jasna dodało mi jeszcze więcej pewności siebie.
- Gdzie mogę usiąść? -  spytałam nauczycielki. Starsza pani rozejrzał się po klasie.
- Ławka przed panem Kastielem jest wolna, możesz tam usiąść - powiedziała nauczycielka i kontynuowała przerwaną lekcje.
Tak, w życiu nie uwolnię się od czerwonowłosego...

Alice :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz